sobota, 23 grudnia 2017

Świąteczny nastrój

 

Przyznaję, że nie jestem fanką świątecznych przygotowań. Męczy mnie bieganina i przedświąteczny stres, nie mówiąc już o niekończących się kolejkach w sklepach i tłumach w centrach handlowych. Ale jak już barszcz, uszka, pierogi, bigos i cała masa innych absolutnie niezbędnych potraw zostanie ugotowana, a sklepy zamknięte, to nie pozostaje nic innego jak usiąść za stołem i pobyć z rodziną. Czasami ciężko z własnej woli zebrać się na tak heroiczny wysiłek i porozmawiać z członkami rodziny dłużej niż godzinę. A tutaj proszę - nie ma wyboru i trzeba 😊. Wszystkie drogi ucieczki są niedostępne - komunikacja miejska nie działa (przynajmniej w mojej rodzinnej miejscowości), drogi są zasypane śniegiem (a raczej powinny być zgodnie ze świątecznym protokołem), a lodówka we własnym mieszkaniu pusta, bez możliwości uzupełnienia zapasów w sklepie osiedlowym.
Jednak od czasu do czasu dobrze jest być zmuszonym do spędzenia czasu z rodziną - koniec końców jest on cenniejszy niż ten spędzony na oglądaniu filmików na YT.

Fajne w Świętach jest także to, że nie trzeba myśleć o pracy. Z reguły Ci, którzy zmuszają Cię do myślenia o zawodowych obowiązkach, w tym czasie myślą o ubieraniu choinki i pieczeniu ciasta. W związku z tym nikt od Ciebie nic nie chce. Można pół dnia czytać książki, które dostało się pod choinkę, albo słuchać ulubionych płyt.

Trochę się rozpisałam, ale już przechodzę do meritum - czyli do życzeń. Nie będę Wam życzyła, żeby w szafkach było poukładane, prezenty idealnie zapakowane, ani nawet, żeby wszystkie ciasta się udały (chociaż to jest trochę ważne). 
Życzę Wam, żebyście wykorzystali ten czas na odpoczynek, leniuchowanie bez wyrzutów sumienia, zatrzymanie się na chwilę i pobycie z własną rodziną.

Wraz z życzeniami przesyłam Wam trochę świątecznego światła. 

fot. Adam Myszkowski




środa, 29 listopada 2017

Czasami warto oderwać się od ziemi


Podobno każda porządna blogerka modowa powinna mieć sesję na dachu. Idealnie byłoby móc zrobić zdjęcia na nowojorskim wieżowcu, ale ten aktualnie był niedostępny (ochrona jest dużo lepsza niż warszawska), więc padło na swojski stołeczny dach.
Jest coś bardzo uspokajającego w patrzeniu na świat z góry - przyjęcie postawy obserwatora bez konieczności brania udziału w zgiełku przyziemnego świata pozwala nabrać dystansu. Moje samopoczucie zresztą chyba bardzo dobrze widać na zdjęciach, które wyszły szczególnie dobrze - zachodzące słońce i brak osób dookoła, które dziwnie zerkają na dziewczynę odstawiającą dziwne pozy i faceta z aparatem biegającego wokół niej, mimo wszystko bardzo pomaga.
Jeśli chodzi o stylizację do biegania po dachach to wybrałam bardzo wygodną wersję biurowego stroju. Podstawę, czyli białą koszulę i granatowe spodnie dopełniłam super wygodnymi butami z Vagabond (serio - chyba najwygodniejsze, najbardziej miękkie buty jakie kiedykolwiek miałam!) oraz tweedową marynarką - jest to moja pierwsza rzecz "z wyższej półki", kupiona w Londynie za pierwsze zarobione pieniądze jakieś 10 lat temu. Co prawda marynarka jest o rozmiar za wielka, dlatego nie noszę jej często, ale chyba właśnie nadszedł jej czas, bo oversiz-owe wierzchnie okrycia znów sa modne! 
Już kilka razy zastanawiałam się nad pozbyciem się tej marynarki, ale zawsze wtedy przypominałam sobie zasadę perfekcyjnej pani domu - zostawiamy rzeczy, które są przydane, ładne, albo pamiątkowe - a ta marynarka jest i ładna (choć za duża) i pamiątkowa ☺
Na koniec dziękuję Adamowi za pokazanie mi tego miejsca i pomoc we wdrapianiu się po drabince na górę. Zapraszam do obejrzenia zdjęć! 

Koszula- H&M
Spodnie - Click 
Buty - Vagabond
Marynarka - Tommy Hilfiger
Zegarek - Lorus
Okulary i plecak - no name 

fot. Adam Myszkowski








































poniedziałek, 30 października 2017

Piękno nie ma wieku


Moja babcia często mawia: "jesteś młoda, musisz się ładnie ubrać". Zawsze przyjmowałam takie zdanie z ulgą - jako rozgrzeszenie dla kupna kolejnej sukienki (no bo skoro babcia, która przez większość życia mogła sobie pozwolić na zaledwie kilka rzeczy w szafie twierdzi, że potrzebuję, no to chyba rzeczywiście potrzebuję). Im jednak jestem starsza, tym częściej takie zdanie mnie zastanawia - czy to oznacza, że z wiekiem już nie muszę się tak bardzo przejmować strojem i wyglądem?
Rzeczywiście świat mody często jawi się jako królestwo ludzi młodych, w którym nieubłagany upływ czasu odsyła modelki na emeryturę w wieku 30 lat, ponieważ na ich miejsce czeka już kolejka 13-latek. Nawet reklamy marek, których klientem docelowym są dojrzałe kobiety bazują na zdjęciach, w których młode dziewczyny prezentują garsonki i jednokolorowe sukienki do kolan.
Dlatego też pamiętam moje zdziwienie kiedy pierwszy raz zobaczyłam kampanię polskiej marki BOHOBOCO, w której pierwsze skrzypce gra 81-letnia Helena Norowicz. Co więcej, prezentowane przez nią zestawy równie dobrze wyglądają na niej, jak i na młodziutkiej modelce, która towarzyszy jej w kampanii. Niestandardowy wiek modelki zapewne miał przyciągać uwagę i zaskakiwać, ale zrobiono to w tak dystyngowany sposób, że ja byłam zachwycona efektami. 


Kolejnym przykładem stylowej seniorki jest jedyna i niepowtarzalna Iris Apfel. Jej sposób ubierania się jest tak ekscentryczny i pełen dystansu, że ciężko nie zwrócić na nią uwagi. Aż dziwne, że została szerzej zauważona dopiero po skończeniu 80 lat. Iris jest zawsze pełna kolorów i chyba nie zna słowa "przesada". Imponuje mi jej odważne podejście do stylu i wytrwałość w noszeniu ciężkiej biżuterii (myślę, że jej naszyjniki i bransolety użyte do jednej stylizacji spokojnie ważą kilka kilogramów).

Iris Apfel

Seniorki próbują swoich sił także w blogosferze. Tutaj najlepszym przykładem jest Accidental Icon - blog założony przez kobietę, która na co dzień wykłada na uniwersytecie i jest pracownikiem socjalnym. Kiedyś przez przypadek papparazzi zaczęli robić jej zdjęcia myśląc, że jest gwiazdą świata mody, albo kina. Wcale się nie dziwię fotografom - jej styl powala nowoczesnością i dopracowaniem, a zdjęcia wyglądają jak z sesji do najlepszych modowych magazynów. Dodatkowo jest ona świetnym przykładem, że warto nawet w sytuacjach codziennych przykładać wagę do swojego ubioru - można w ten sposób zostać ikoną mody :). Zachęcam do obejrzenia jej bloga - to zdecydowanie uczta dla oka. 

Accidental Icon

Bardzo popularny jest także portal modowy prezentujący stylizację starszych pań - Advanced Style (świetna nazwa!). Są tam zamieszczane zdjęcia kobiet, które mają różnorodny styl - mnie ostatnio urzekła piękna stylizacja niczym od Diora z ogromnym kapeluszem - właśnie taką babcią chcę kiedyś być.

Jedna z modelek z portalu Advanced Style

W polskiej blogosferze także można znaleźć kobiety 50+ - np. profesjonalny blog Katarzyny Bałakier. Seniorzy mają także swoje konta na instagramie - od kilku miesięcy śledzę profil japońskiej pary (@bonpon511), których stylizacje są zawsze idealnie do siebie dopasowane. Czasami są trochę infantylne (jaka przewrotność), ale cenię je za spójność, dopracowanie i fajne kolory. 

@bonpon511

Przykłady tego typu można mnożyć w nieskończoność - osoby starsze coraz częściej pojawiają się na okładkach poczytnych czasopism modowych, a nawet na wybiegach. Mam nadzieję, że nie jest to tylko chwilowy trend, ale coś, co zostanie na dłużej - bo przecież moda nie dotyczy tylko ludzi młodych. 

Ja zdecydowanie rozbuduję swoją listę planów na emeryturę. Prócz uczęszczania na wykłady na uniwersytecie trzeciego wieku, korzystania z biletów seniora do teatrów i filharmonii, zostanę ikoną mody (jeśli oczywiście nie uda mi się to przed emeryturą). No i oczywiście w wieku 80 lat chciałabym móc podnieść nogę tak wysoko jak pani Helena w kampanii BOHOBOCO - podobno nawet potrafi zrobić szpagat, ale to już chyba sobie odpuszczę, nie można być wobec siebie przesadnie wymagającym.







środa, 9 sierpnia 2017

Odgrzewany kotlet


Generalnie lubię jak jest ciepło, ale upały w mieście są ciężkie do zniesienia. W tak gorące dni dziękuję niebiosom za pracę w klimatyzowanym biurze. W tym okresie walka o dostęp do sterowania klimatyzacją pomiędzy amatorami chłodu, a wielbicielkami ciepła ustaje (rodzaj żeński został tutaj użyty nie bez powodu*).
Tegoroczne upały przypomniały mi o niewykorzystanych zdjęciach z zeszłego roku. Jest to trochę odgrzewany kotlet - po pierwsze dlatego, że zdjęcia są zeszłoroczne (już zdążyłam zapomnieć jakie długie włosy miałam!), a po drugie - było podobnie gorąco i rzeczywiście miałam wtedy wrażenie, że się usmażę. Nawet lniana koszula i jasne kolory nie pomogły.
Białe spodnie w takie upały stanowią często podstawę moich stylizacji. Jest to chyba ogólny trend, że białe spodnie nosi się głównie w ciepłe dni. Daje się to wytłumaczyć z punktu widzenia fizyki - białe ubrania nie nagrzewają się tak w upalne dni jak ciemne.
Do białych spodni dodałam błękitną koszulę oraz beżowo-brązowe dodatki (określenie dokładnego koloru butów i torebki nadal pozostaje dyskusyjne). 
Zapraszam do oglądania zdjęć - ich dodatkowym atutem jest to, że zostały wykonane w iście biurowym otoczeniu - w okolicach biurowca Spire. Jak pisałam już wielokrotnie - dzięki temu blogowi mam okazję odwiedzać i poznawać nowe, ciekawe miejsca w stolicy.

Koszula - Lambert
Spodnie i torebka - Zara
Buty - Ryłko
Bransoletka - Yes
Zegarek -  Lorus

*Podobno holenderscy naukowcy (tak - nie amerykańscy, a holenderscy) wyjaśnili, czemu kobiety mają problem z niską temperaturą w biurze. Ciało mężczyzny wydziela więcej ciepła niż ciało kobiety. Natomiast w większości krajów przepisy dotyczące preferowanej temperatury w przestrzeniach biurowych pochodzą z lat 60. ubiegłego wieku i uwzględniają odczuwanie ciepła przez mężczyzn w wieku 40 lat, o standardowej wadze 70 kg. W Holandii przepisy te uznano wręcz za dyskryminujące (trudno się nie zgodzić :)).
Pocieszające jest jednak to, że biurowe walki o temperaturę nie są tylko fanaberią moją i moich koleżanek.


 fot. Adam Myszkowski












A na koniec coś na ochłodę...