wtorek, 22 grudnia 2015

Ostatni jesienny post


Dzisiaj podobno ostatni dzień jesieni. Jeśli ktoś tęskni za prawdziwą jesienią (taką ze złotymi liśćmi, a nie taką jak mamy teraz) to zapraszam do obejrzenia mojego posta. Zdjęcia zostały zrobione chyba w ostatni pogodny dzień tej pory roku. Była to także jedna z ostatnich okazji na założenie mojego beżowego płaszcza. Jak go zobaczyłam to od razu skojarzył mi się z.....Inspektorem Gadżetem (pamiętacie tę piosenkę?). Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiałam tę bajkę w dzieciństwie - była to jakby mniej mroczna wersja Batmana. Trochę miałam nadzieję, że mój płaszcz będzie miał takie właściwości jak egzemplarz inspektora. Niestety ich nie ma, ale nadaje się idealnie do biurowej stylizacji. Zamiast magicznego kapelusza inspektora włożyłam jeden z moich ulubionych dodatków, czyli kolorową apaszkę (uważam, że także potrafi zdziałać cuda, jeśli chodzi o ożywienie stroju). Sukienka pod płaszczem ma bardzo luźny fason, piękny zielony kolor i także pasuje do biura (idealnie sprawdzi się np. do czarnej marynarki). 

Płaszcz - Zara
Apaszka - Solar
Sukienka - AGGI
Buty - Prima moda
Torba - No name































piątek, 11 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część trzecia

Pora na ostatnią część raportu - trochę się rozpisałam na temat sztuki, którą widziałam w Teatrze Ateneum, ale była tak genialna, a jednocześnie jest tak niedoceniona, że nie mogłam się powstrzymać. 

3.1 Sztuka "Mary Stuart" reż. Agata Duda-Gracz


"Mary Stuart" to dopracowana w najmniejszych szczegółach sztuka, która z jednej strony mną wstrząsnęła, a z drugiej zachwyciła. 
Wszyscy znamy tragiczną historię życia wielkiej królowej Szkocji. Sztuka opowiada o jej ostatnich chwilach, chwilach, które nie są przepełnione majestatem i nie mają nic wspólnego z odchodzeniem z godnością. 
Na początku widzimy małą, skuloną przy ścianie celi, łysiejącą postać w brudnej koszuli. Aż ciężko uwierzyć, że to jest właśnie legendarna władczyni. Ten wygląd tylko podkreśla jej przerażenie i brak pogodzenia z własnym losem, którego nieuchronność przypomina stale obecna, nieruchoma postać czuwającego w kącie kata. Główna bohaterka jest w stanie absolutnego rozkładu - fizycznego i moralnego, a autor sztuki nie szczędzi odrzucających scen i wypowiedzi. Po chwili zaczynamy gardzić zarówno Marią, jak i jej służbą, która ciągle knuje, a śmierć swojej królowej rozważa jedynie przez pryzmat własnego losu. O dziwo, jedyną postacią, która nie bierze udziału w tym spektaklu wokół królowej jest jej kat - spokojny i opanowany nie daje się wciągnąć w gierki głównej bohaterki. 
Wszystko w tej sztuce mi się podobało! I tekst i to w jaki sposób został zinterpretowany, aktorstwo, oprawa muzyczna, scenografia… nawet przerywniki w postaci lekko kiczowatych tańców dworskich, które za każdym razem mają coś symbolizować, przypadły mi do gustu. 
Jak zwykle zachwycała Agata Kulesza w roli Marii Stuart - ucharakteryzowana w taki sposób, że ciężko ją poznać. Inni aktorzy także byli świetni - Paulina Gałązka jako służąca, która nawet swoim sposobem poruszania i postawą wyrażała to, jak nisko upadła. Nawet aktor grający upośledzonego pomocnika kata był genialny. 
Kolejnym mocnym punktem była muzyka - wykonywana na żywo przez byłych członków Kapeli ze wsi Warszawa. 
Zupełnie nie potrafię zrozumieć, czemu ta sztuka miała tak słabe recenzje - chyba nie natknęłam się na ani jedną jednoznacznie pozytywną opinię na jej temat. Jeśli ktoś z Was widział tę sztukę to bardzo chętnie przeczytam, co o niej myślicie. 
Na mnie zrobiła ogromne wrażenie - jest to jedno wielkie studium upadku, o którym nie potrafiłam zapomnieć jeszcze przez wiele godzin po wyjściu z teatru.

3.2 Wystawa fotografii Zofii Rydet "Zapis socjologiczny" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie 

Prezentacja zdjęć, które pani Zofia wykonała w latach 1978 - 1997. Bohaterów swoich zdjęć - mieszkańców polskich wsi - pani Zofia fotografowała we wnętrzach domów twierdząc, że otaczające ich codzienne przedmioty w najbardziej dogłębny sposób definiują osoby w nich mieszkające. I rzeczywiście to się sprawdza - o każdej osobie można wiele powiedzieć właśnie na podstawie otaczających je wnętrz i przedmiotów . Przede wszystkim rzuca się w oczy różnica w zamożności poszczególnych domów, które de facto w większości są chatkami. A mimo to w prosty sposób możemy ocenić, czy rodziny w nich mieszkające znajdują się na szczycie, czy na dole wiejskiej hierarchii. Dodatkowo bardzo ciekawe są szczegóły poszczególnych mieszkań - telewizory traktowane jak ołtarzyki, zdjęcia, plakaty i bibeloty, które w jakiś sposób wyrażają chęć dążenia do otaczania się rzeczami ładnymi. Ciekawa jestem, jaki byłby efekt podobnego projektu zrealizowanego w dzisiejszych czasach np. na warszawskim Ursynowie? Co można powiedzieć o pokoleniu, które gustuje w prostych, skandynawskich wnętrzach wprost z katalogu Ikea? Czy w jakiś sposób one nas określają? Czy wręcz przeciwnie - dążymy do tego, żeby nie podkreślały naszych cech. Myślę, że pokolenie Ikea to bardzo trafna nazwa…
Bardzo interesująca wystawa, polecam, otwarta do 10 stycznia, jeszcze na nią zdążycie! Więcej o wystawie na stronie: http://artmuseum.pl/pl/wystawy/zofia-rydet-zapis-1978-1990 







czwartek, 10 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część druga

Dzisiaj tylko dwa filmy, ale za to idealnie nadające się do obejrzenia podczas Świąt. Oba mają dwie kluczowe zalety - z jednej strony ciekawa fabuła, która z pewnością zainteresuje nawet najbardziej wybrednych członków rodziny, a z drugiej lekko dramatyczny wydźwięk, który pozwoli na oderwanie się od sielskiej świątecznej atmosfery. 

2. Filmy
2.1 "Zaginiona dziewczyna" reż. David Fincher

Bardzo udana ekranizacja powieści Julian Flynn, autorki, która jest uważana za prekursorkę nowego trendu, tzw. domestic noir, czyli domowego czarnego kryminału. Sama książka jest oceniana dosyć wysoko - słyszałam nawet opinie, że jest o niebo lepsza od filmu. Głosy sprzeciwu amatorów wersji literackiej dotyczą przede wszystkim zakończenia, które pisarka (a zarazem autorka scenariusza) przerobiła na potrzeby filmu. Jest to bardzo inteligentny zabieg - skoro osoby, które obejrzały film nie wiedzą jak skończy się powieść, to jest szansa, że jeszcze po nią sięgną. A zakończenie w tej całej historii jest najważniejsze - to do niego dąży cały film, i to na nie czeka (przez ponad dwie godziny) widz.  
Akcja filmu rozgrywa się wokół zaginięcia żony Nicka - pisarza granego przez Bena Afflecka. Małżeństwo Nicka i Amy, które zaczęło się dosyć sielankowo, przeżywa kryzys dotykający obie strony związku. Wypalenie Nicka obserwujemy w czasie realnym, natomiast uczucia Amy ukazywane są jako retrospekcje. Kiedy Amy znika w dziwnych okolicznościach, Nick wcale nie wygląda na zaniepokojonego. Kolejno odkrywane ślady prowadzą do zaskakującego rozwiązania. I nawet kiedy już wiemy, co się stało - historia toczy się dalej. Film ani przez chwilę się nie dłuży - ciągle coś nas zaskakuje i obowiązkowo należy go obejrzeć za jednym podejściem. Wybór aktorów do głównych ról także uważam za bardzo trafiony. 
Najbardziej chciałabym odnieść się w mojej recenzji do zakończenia - ale nie będę Wam zabierała przyjemności z oglądania filmu, bo de facto kluczowe są jego ostatnie dwie minuty. 
Miłego seansu! 

2.1 "Gra tajemnic" reż. Morten Tyldum

Nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań co do tej pozycji. Myślałam, że to kolejny film o łamaniu kodu Enigmy. Każdy przecież wie, że został on złamany przez wielkich polskich matematyków i kropka. Na tym najczęściej kończy się nasza wiedza w tym temacie. 
Film natomiast prawie w ogóle nie odnosi się do osiągnięć Polaków. Pokazuje dalsze losy tego idealnego szyfru i to, że złamanie kodu wcale nie oznaczało zakończenia walki. Słowo walka ma w tym filmie zupełnie inny wydźwięk - nie widzimy prawie w ogóle pola bitwy - nie ma krwi i drastycznych scen, które kojarzą się z wojną. Pokazana jest natomiast walka głównego bohatera (genialnego matematyka Alana Turinga). Człowieka, który całe swoje uczucia i wiarę przelewa na własne dzieło - maszynę, która ma rozszyfrować kod. 
Film ten w gruncie rzeczy skupia się na historii człowieka. Jego maszyna i to, w jaki sposób wpłynęła ona na losy wojny, jest tylko tłem do obserwowania zmagań bohatera z własną osobą, odmiennością i niemożnością osiągnięcia szczęścia. 
Bardzo polecam ten film - może nawet zachęci kogoś do zgłębienia, nie tylko losów i osiągnięć Alana Turinga, ale także zagadnień z dziedziny kryptografii (okazuje się, że jest całkiem dużo filmików na YouTube na ten temat). 




środa, 9 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część pierwsza

Na szczęście ten okropny listopad już za nami!!! Bardzo mi ulżyło, że w końcu dobiegł końca. Chociaż z drugiej strony grudzień wcale nie zapowiada się lepiej. Wiadomo, że to ciężki miesiąc - przygotowania do Świąt, robienie pierników, sprzątanie i kupowanie prezentów - czyli wszystko to co blogerki i vlogerki lubią najbardziej. Ja najbardziej lubię buszować po księgarniach i z reguły, jakimś dziwnym, magicznym sposobem, kupuję w prezencie książki, które sama chcę przeczytać. Czasami nawet czytam je zanim przebrnie przez nie obdarowana osoba :). Jeśli przypadkiem szukacie prezentowych inspiracji w literaturze to zapraszam do lektury dzisiejszej części raportu miesięcznego. 


1. Książki
1.1 "Dygot" J. Małecki

Książka Małeckiego jest dosyć dziwnym tworem - trochę saga rodzinna, trochę powieść metafizyczna. Mimo wszytko jest to przede wszystkim opowieść o zwykłym życiu - namiętnościach i ludziach, którzy z cierpliwością przyjmują to, co im stawia na drodze los. Jest to także opowieść o inności, z którą ciężko żyć w świecie przepełnionym zabobonami i gusłami. Inności, która nie jest akceptowana przez otoczenie. 
Jednym z głównych bohaterów jest albinos Wiktor. Obserwujemy jego normalne życie i nawet z czasem zapominamy o jego odmienności. Przypominają nam o tym jedynie opisy zachowań wiejskiej społeczności, w której żyje i funkcjonuje. Wszystko owiane jest swego rodzaju tajemnicą i magią, która jednak nigdy nie przekracza pewnej granicy. Chwilami nawet chciałam, żeby ta mistyczna atmosfera się rozwinęła i wzięła górę - wtedy może łatwiej byłoby mi przypisać znaczenie poszczególnym wydarzeniom i dojrzeć coś więcej w dobijającej prostocie życia bohaterów. Rzeczywistość wykreowana przez autora jednak tylko podkreśla to, że "życie to jeden, kurwa, wielki dygot"

Powieść jest dziwna, ale bardzo intrygująca - czyta się ją jednym tchem. Do tego stopnia, że czasami miałam wrażenie, że zbyt łatwo przerzucam kolejne strony - bez zastanowienia i namysłu, bez rozważania konkretnych scen i wypowiedzi. Gdzieś w głębi czekałam na to wielkie "COŚ". 
Czy ono nadchodzi i czy to dobrze, czy źle, to już powinniście ocenić sami. Zapewniam jednak, że czasu poświęconego na lekturę nie uznacie za stracony. 

1.2 "W imię dziecka" I. McEwan

Bohaterką tej krótkiej powieści jest Fiona - pani sędzina specjalizująca się w prawie rodzinnym. Rozstrzyga w sprawach, które mogą wydawać się nierozstrzygalne. Bo jak zdecydować o losie dziecka, wbrew woli kochających rodziców, przy jednoczesnym poszanowaniu poglądów wszystkich stron? 
Główna bohaterka radzi sobie z tym nad wyraz sprawnie - opiera się na przyjętych zasadach i schematach, które pozwalają jej w miarę obiektywnie (w miarę, bo nie ma w tych przypadkach prostych odpowiedzi) ocenić sytuację i podjąć decyzję zgodną z prawem. Jak podkreśla sama bohaterka, "zajmuje się sądem prawa, a nie moralności"
Nie jest to jednak osoba, która bez emocji podchodzi do życia - widać to zwłaszcza w relacji z mężem, relacji do której nie potrafi się zdystansować. I także brak tego niezbędnego dystansu w stosunku do chłopca - świadka Jehowy, który nie chce się poddać leczeniu - niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje. Nie oznacza to, że podjęta decyzja jest zła lub dobra. Pokazuje natomiast, że nawet dobre decyzje mogą mieć niespodziewane skutki. 
Książka opisuje zdarzenia pełne emocji, a jednak jest w niej pewna subtelność, która pozwala czytelnikowi z zupełnie innej perspektywy obserwować jak przemyślane decyzje rodzą nieprzemyślane skutki i jak sytuacje, które nie powinny mieć wpływu na nasze życie potrafią naruszyć konstrukcje budowane przez lata. 
Zdecydowanie polecam! 




czwartek, 19 listopada 2015

Na przekór pogodzie


Pogoda w ostatnich dniach nas nie rozpieszcza - pada, wieje i robi się coraz zimniej. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że taki stan utrzymuje się od kilku dobrych miesięcy. A przecież jeszcze całkiem niedawno było tak ładnie...
Na pocieszenie mam dla Was zdjęcia z okresu, kiedy kurtki i płaszcze były głęboko schowane w szafie, okulary przeciwsłoneczne stanowiły niezbędny dodatek, a drzewa były całkiem zielone. Aż ciężko uwierzyć, że sesja była robiona zaledwie półtora miesiąca temu. 
Podstawą całej stylizacji jest biała koszula, do której dobrałam lekko zwariowaną spódnicę w zielone kropki. Jej stonowane kolory jednak nie rzucają się zbytnio w oczy, a klasyczny krój sprawia, że idealnie nadaje się do biura (pod warunkiem, że górna część garderoby będzie jednokolorowa - najlepiej biała lub czarna). Do tego klasyczne buty, torebka - i gotowe! 
Mam nadzieję, że te zdjęcia pomogą Wam chociaż na chwilę zapomnieć o aurze za oknem. 

Koszula - H&M
Spódnica - Simple (prezent od Martyny)
Buty - Venezia
Torebka - No name 













































Przesyłam uściski i życzę miłego dnia! 




niedziela, 15 listopada 2015

Raport miesięczny - październik; część trzecia

W tym miesiącu nie tylko czytałam i oglądałam filmy, ale także udało mi się wybrać na jedną sztukę. 

3. Inne
3.1. Sztuka "Merylin Mongoł" reż. Bogusław Linda

Sztuka z reżyserii Bogusława Lindy (!) wystawiana na deskach teatru Ateneum. Główną bohaterką jest Olga - młoda Rosjanka żyjąca w prowincjonalnym miasteczku na Uralu, której głównym celem jest znalezienie męża. Jej sytuacja nie wygląda optymistycznie - nie pracuje, jej siostra to alkoholiczka, a jedynym mężczyzną zainteresowanym jej wdziękami jest mąż sąsiadki, który traktuje ją niemal jak swoją własność. Pewnego dnia zjawia się u niej młody i wykształcony lokator, który ma zmienić jej życie w bajkę. Z początku nieśmiały i pełen ideałów szybko dostosowuje się do reguł obowiązujących w otoczeniu. 
Okazuje się, że nicość panująca wokół, połyka wszystkie osoby, które się z nią zetkną. Jednym ratunkiem jest wyjazd. Ale czy osoby, które przez całe życie chciały się wyrwać z tego miejsca rzeczywiście będą miały dość siły, żeby z niego wyjechać kiedy tylko nadarzy się okazja?
Niekwestionowaną gwiazdą przedstawienia jest Agata Kulesza, która gra siostrę Olgi. Podczas sceny, w której „zalana w trupa”  odwiedza swą sceniczną siostrę, nie mogłam przestać się śmiać (mimo, że temat nie był wcale śmieszny). Bardzo dobrze zagrał także Marcin Dorociński wcielający się w rolę kochanka Olgi. 
Dodatkowy plus za świetną muzykę na żywo (to chyba jakiś nowy trend - to już kolejna  oglądana przeze mnie sztuka, której towarzyszy podkład muzyczny na żywo). 

3.2 Kanały na YouTube
Chciałam polecić Wam dwa kanały na YouTube. Pierwszy z nich to "Mówiąc inaczej" - filmiki nagrywane przez polonistkę Paulinę, która bardzo ciekawie i z wielkim dystansem opowiada o języku polskim. Należy wytrwać do końca odcinka - zawsze na zakończenie serwowany jest mało śmieszny żart (czyli tzw. suchar).
Filmiki są bardzo przyjemne i można z nich dowiedzieć się czegoś nowego (np. co to jest redundancja). 


Drugim kanałem, który odkryłam stosunkowo niedawno, jest "Po cudzemu". Kanał utworzony w podobnej konwencji, co poprzedni, ale traktujący o języku angielskim. Ja jestem nim zachwycona - jednego dnia obejrzałam wszystkie odcinki. Oprócz wytłumaczenia zasad, pokazywane są także przykłady zaczerpnięte z piosenek i filmów. Ktoś rzeczywiście napracował się nad tymi filmikami - efekt jest świetny! 
W szczególności polecam filmik dotyczący poprawnego wypowiadania takich słów jak "shit" i "sheet" - zawsze chciałam poznać jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, ale nauczyciele nie byli skłonni mi jej udzielić. Fanów serialu Breaking Bad ucieszy przykład dotyczący poprawnego wypowiadania słówka "bitch", który pojawia się w 4 minucie. Zachęcam do obejrzenia! 


3.3 Konkurs Chopinowski
Co pięć lat jesteśmy świadkami wielkiego święta muzyki Chopina (podobno wtedy nawet osoby, które na co dzień nie lubią jego kompozycji, stają się jego fanami). Ja staram się za każdym razem śledzić konkurs i w szczególności wychwytywać różnice interpretacyjne w poszczególnych utworach. Słucham także ekspertów wypowiadających się w studiu konkursowym (którzy często mają różne zdanie, niekiedy nawet się sprzeczają!) co pozwala na uporządkowanie myśli i znakomicie uczy wypowiadania się na temat muzyki. 
Tegoroczny konkurs rzeczywiście prezentował bardzo wysoki poziom. Moim zdaniem nie było jednego faworyta - wszystkie osoby z pierwszej trójki, a nawet piątki, były świetne! 
Bardzo długo nie zapomnę tych emocji towarzyszących konkursowi i przepięknych wykonań...po konkursie zostaje pustka na kolejne pięć lat.
Na zakończenie wspomnień zostawiam Was ze wspaniałą sonatą w wykonaniu Charlesa Richarda-Hamelina. 







piątek, 13 listopada 2015

Raport miesięczny - październik; część druga

Dzisiaj trochę się rozpisałam. Obejrzałam kilka dobrych filmów i musiałam o nich napisać. Mam nadzieję, że wytrwacie do końca. Zapraszam na drugą część raportu miesięcznego! 

2. Filmy
2.1 "Debiutanci" reż. Mike Mills

Mam wrażenie, że jest to film, w którym każdy znajdzie coś dla siebie - odnajdzie wątek lub uczucia, z którymi kiedyś miał styczność. 
Głównym bohaterem jest zbliżający się do czterdziestki, lekko wycofany rysownik - Olivier, który nie może odnaleźć szczęścia w życiu.  Pewnego dnia spotyka na swojej drodze młodą aktorkę, w której się zakochuje. Ale czy idylliczny początek ich znajomości (sceny niemal jak z komedii romantycznej) wystarczy, żeby związek przetrwał dłużej? Każdy z nich ma za sobą przeszłość i doświadczenia, które odbijają się na ich postępowaniu. 
W filmie pokazana jest przede wszystkim przeszłość Oliviera - akcja przeplatana jest licznymi retrospekcjami skupiającymi się głównie na opowieści o umierającym ojcu, który po śmierci swojej żony oznajmia, że jest gejem. Mimo śmiertelnej choroby znajduje sobie chłopaka i postanawia spędzić ostatnie miesiące swojego życia w szczerości i pełnym szczęściu. Ten wątek może wydawać się trywialny, ale nie powinien Was zniechęcić do obejrzenia filmu. Olivier przywołuje w pamięci obrazy z czasów swojego dzieciństwa - chłodne relacje rodziców oraz niespełnioną matkę. Nie są to obrazy ukazujące dramat rodzinny i życie przepełnione nieszczęściem. A jednak doświadczenia te wpływają pośrednio na życie bohatera. 
Nic w tym filmie nie jest dopowiedziane. Nie ma prostych odniesień i powiązań. I m.in to jest w nim takie zachwycające. 
Dla mnie jednak film opowiada przede wszystkim o tym, że niezależnie od wieku, w każdej nowej sytuacji, która wiąże się z uczuciami, towarzyszy nam strach i niepewność. Jest to także film o tym, że zmiana swojego dotychczasowego życia jest ciężka. Nie ważne, czy zbliżamy się do końca swojego życia (tak jak ojciec Oliviera), czy jesteśmy w jego połowie i próbujemy rozpocząć nowy związek. Za każdym razem mamy podobne obawy i za każdym razem jesteśmy debiutantami. 
Nie jest to wesoły film - dużo w nim smutku i bólu. Bólu tym bardziej dotkliwego, że nienazwanego i nie mającego konkretnej przyczyny, z którą można spróbować walczyć. Mimo wszystko niesie ze sobą pewną dozę nadziei...ale także niedopowiedzianej i mało konkretnej. 
No i ta muzyka Bacha pojawiająca się w tle - bardzo polecam! 

2.2 "Jabłko Adama" reż. Anders Thomas Jensen

Na tym filmie nieźle się uśmiałam. Zaskoczenie goniło zaskoczenie. Mamy w głowie jakieś stereotypy - czym jest dobro, a czym jest zło i próbujemy się ich trzymać. Jednak granica jest tak cienka, że można się łatwo pogubić. Tak jak gubi się Adam - recydywista, który przyjeżdża do protestanckiej parafii w ramach resocjalizacji. Oczekuje, że będzie nawracany i od początku przyjmuje postawę odpowiednią do swojej roli brutalnego i złego nacjonalisty (nawet wiesza na ścianie portret Hitlera). Jednak tak się nie dzieje - pastor okazuje się człowiekiem, który tak bezgranicznie wierzy w dobro, że w ogólnie nie dostrzega zła. Adam jest tym nawet lekko rozczarowany i w konsekwencji buntuje się przeciwko kłamstwu, na którym opiera się życie pastora. Może słowo "kłamstwo" nie jest tutaj odpowiednie, bo duchowny mocno wierzy w swoje tezy i wcale nie uznaje siebie za kłamcę. 
Mimo, że się śmiałam film nie jest komedią. Ale nie jest też dramatem - ciężko wepchnąć go w jakieś ramy. Zawiera wiele symbolicznych momentów i odniesień, które nie zawsze potrafiłam wyczuć (chyba powinnam nadrobić czytanie Biblii). Nawet uporczywie puszczana piosenka Bee Gees "How deep is your love" wydaje się w tym filmie nabierać symbolicznego znaczenia. 

2.3 "Wilk z Wall Street" reż. Martin Scorsese

Świetny film o tym jak łatwo spaść z wysokiego konia wielkiego sukcesu. Fabuła filmu jest powszechnie znana - początkujący na giełdzie w Nowym Jorku makler zakłada własny biznes opierający się na mniejszych i większych przekrętach. Zarabia krocie i w pełni korzysta ze swoich pieniędzy. Widzimy przepych, niekończące się imprezy, morze alkoholu i narkotyki. Tak wygląda większa część filmu. W pewnym momencie, podobnie jak przy fali sukcesów, jedno wydarzenie pociąga za sobą kolejne, i wszystko zaczyna się walić. Film jest bardzo barwny i nie pozwala na nudę. Pewnie nie każdemu się spodoba sposób opowiedzenia historii - czasami zbyt barwny (a nawet przerysowany), ale dzięki temu podkreślający wydźwięk późniejszych wydarzeń. 
Film świetnie pokazuje także to, że nie trzeba być finansowym geniuszem, żeby zdobyć pieniądze - trzeba być przede wszystkim dobrym sprzedawcą. 

2.4 "Parabellum" reż. Lukas Valenta Rinner

Na zakończenie krótka wzmianka o filmie obejrzanym podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Oglądamy w nim kilku Argentyńczyków (z pełnym przekonaniem użyłam słowa "oglądamy", bo nie ma wielu dialogów), którzy wybierają się na szkolenie przygotowujące do końca świata. Coraz gorsze warunki, w których się znajdują każą nam myśleć, że gdzieś po drodze szkolenie przerodziło się w coś więcej. 
Szczerze mówiąc nie do końca zrozumiałam przesłanie filmu oraz jego zakończenie. Przyznaję, że największą przyjemnością były pofilmowe dyskusje próbujące odpowiedzieć na pytanie "o co w ogóle chodziło w tym filmie?". Warto zatem oglądać bardzo alternatywne produkcje w gronie wielu znajomych - może ktoś z grupy zrozumie ich sens i się z nami podzieli. 
Pewnego rodzaju urozmaiceniem była także Pani z widowni, która oglądała film z foliową torebką na głowie :). 






czwartek, 12 listopada 2015

Raport miesięczny - październik; część pierwsza

Już niemal tradycją staje się moje opóźnienie w publikowaniu raportów miesięcznych. Myślę jednak, że dzień po Święcie Niepodległości jest dobrą okazją do przedstawienia Wam książki laureatki nagrody Nobla - Swietłany Aleksijewicz.  


1. Książki
1.1 "Cynkowi chłopcy" S. Aleksijewicz


Wstrząsający reportaż o interwencji radzieckiej w Afganistanie (1979-1989). Reportaż dosyć nietypowy, bo celem autorki nie było zrekonstruowanie wydarzeń wojennych, a przedstawienie skutków wojny - i to tych najbardziej dotkliwych, czyli wpływających na psychikę człowieka. Książka składa się z wielu historii opowiadanych przez żołnierzy oraz ich bliskich. Już pierwsza opowieść wbija w fotel - relacja matki, której syn po powrocie z wojny zamordował człowieka. 

"Zazdroszczę matce, której syn wrócił bez nóg...Chociaż on jej nienawidzi, kiedy się upije. Nienawidzi zresztą całego świata....Chociaż rzuca się na nią jak bestia [...]. Ale mnie by to nie przeszkadzało...Zazdroszczę wszystkim matkom, nawet tym, których synowie leżą w grobach. Siedziałabym przy grobie i byłabym szczęśliwa. Przynosiłabym kwiaty." 

Żyjemy w społeczeństwie, dla którego osoby walczące na wojnie są bohaterami. Żołnierze wracający z Afganistanu nie wrócili jako bohaterowie, a jako emocjonalni inwalidzi - osoby często niezdolne do normalnych uczuć i z zaburzonym systemem wartości. Ich tragedię pogłębiła ogólnie przyjęta przez otoczenie bezsensowność tej wojny - wojny, na której kazano im zabijać, i na której zabijano ich przyjaciół. 

"Strzela wyrzutnia Grad....Lecą pociski...A nad tym wszystkim unosi się jedno pragnienie: żyć! żyć! żyć! Ale o cierpieniach drugiej strony niczego człowiek nie wie i wiedzieć nie chce. Żyć i już. Żyć! 

"Człowiek ma prawo do niezabijania. Do tego, by się zabijania nie uczyć. Takiego prawa nie ma w żadnej konstytucji." 


1.2 "Źródło" A. Rand 


Książka, która jest bezpośrednim powodem opóźnienia raportu miesięcznego (ponad 800 stron!). "Źródło" jest to historia genialnego architekta - Howarda Roarka - żyjącego w latach 30. XX wieku. Główny bohater nie jest typowym architektem - nie godzi się na żadne ustępstwa jeśli chodzi o projekty swoich budynków, mimo, że zupełnie odbiegają od obowiązujących ówcześnie trendów. Architektura jest tutaj jednak tylko tłem, dla opowieści o systemie wartości. Wiele pojęć, których sens instynktownie wyczuwamy nabiera w tej książce nowego znaczenia - np. altruizm, odwaga, egoizm i poświecenie. 
Muszę jednak przyznać, że nie zawsze rozumiałam postępowanie bohaterów i ich motywy (mimo, że autorka dosyć szczegółowo starała się je wyjaśniać). Bo czy można zrozumieć kogoś, kto stara się zniszczyć karierę człowieka dla jego dobra (tak jak robi to jedna z bohaterek, która twierdzi, że budynki Roarka są tak dobre, że ludzie na nie nie zasługują). 
Może żyjąc w dzisiejszym świecie, w którym poczucie szczęścia i spełnienia nabiera wydźwięku dopiero, kiedy wiąże się z uznaniem innych, ciężko mi zrozumieć, że sensem życia może być po prostu życie zgodnie z własnymi zasadami. 
Polecam wszystkim miłośnikom filozoficznych rozważań przeplatanych dobrą fabułą. 






sobota, 31 października 2015




Konkurs Chopinowski za nami. Emocje już opadły (chociaż ja jeszcze przeżywam koncert laureatów i świetnego Poloneza As-dur zagranego przez zwycięzcę konkursu Seong-Jin Cho na bis). Mimo iż niewątpliwie najważniejsza na konkursie była muzyka, to nie mogłam się powstrzymać od zwracania uwagi na stroje (głównie uczestniczek). Zgodnie z zasadami, artystki wykonujące muzykę poważną, powinny na koncert ubrać się elegancko i nie odsłaniać nóg. Okazuje się jednak, że słowo "elegancja" może być rozumiane różnorako. 

Na konkursie królowały kreacje balowe - niektóre kojarzyły mi się z popularnymi jeszcze kilka lat temu weselnymi sukienkami. Takie stroje wybrały m.in. Rina Sudo z Japoni, Su Yeon Kim z Korei Południowej, Aimi Kobayashi z Japoni (jedna z moich muzycznych faworytek) oraz Ukrainka Dinara Klinton (która ewidentnie ma słabość do za małych sukienek). 

Su Yeon Kim
Aimi Kobayashi 
Rina Sudo
Dinara Klinton 



Było kilka kreacji, które mimo swojej lekkiej przesady, wprawiły mnie w zachwyt. Jednymi z moim ulubionych były sukienki ślicznej Soo Jung Ann z Korei Południowej oraz Mayaki Nakagawy z Japonii. 


Soo Jung Ann
Mayaki Nakagawa


Niektóre z uczestniczek postawiły na klasyczną czerń. Jest to bardzo dobry wybór - nie przyciąga uwagi i pozwala widzom w pełni skupić się na wykonywanych utworach. W czerni zaprezentowała się także najlepiej ubrana i najładniejsza uczestniczka konkursu - Węgierka Ivett Gyongyosi. Szkoda, że swoje zmagania z utworami Chopina zakończyła na II etapie (ale chyba słusznie).  Inną uczestniczką, która postawiła na ten kolor, była Rosjanka Galina Chistiakova - jej strój na konkursie w zasadzie nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym, ale w połączeniu z jej urodą miał w sobie coś wyrafinowanego. 

Ivett Gyongyosi
Galina Chistiakova

















Skoro najlepsze sukienki mamy już za sobą, to przejdźmy do tej ciekawszej części, czyli do mniej trafionych kreacji. Zdecydowanie wygrywa tutaj Włoszka - Michelle Candotii. Jej sukienka wyglądała trochę jak na bal przebierańców. Mimo, że jestem wielką fanką wykonań Kate Liu, to jej finałową kreację także zaliczam do mniej udanych -  przypominała bardziej suknię ślubną niż coś odpowiedniego na konkurs. 

Kate Liu
Michelle Candotii





Jeszcze kilka słów o męskich uczestnikach. Zdecydowanie najlepiej ubranym był Łotysz - Gieorgijs Osokins. Nie grał najlepiej, ale czy trzeba być mistrzem fortepianu z takim wyglądem? Chyba nie trzeba - zawsze można się posiłkować karierą modela :). Ciekawie prezentował się także jeden z finalistów - Kanadyjczyk Tony Yang, który przez wszystkie etapy (prócz ostatniego) grał w koszuli, która została żartobliwie nazwana strojem Batmana. 

Tony Yang
Gieorgijs Osokins

















Tak wyglądali uczestnicy podczas występów. W trakcie przygotowań pozwalali sobie jednak na większy luz - królowały rękawiczki (niezbędny atrybut pianistów), bluzy z kapturem i jeansy. 

Michelle Candotii w oczekiwaniu na próbę
Tony Yang podczas prób
Krzysztof Książek jest już przygotowany do Halloween 
Luigi Carroccia


































Stroje są oczywiście poboczną kwestią - bo czy można myśleć o tym co na sobie ma artysta, kiedy wykonuje coś tak pięknego: