czwartek, 27 sierpnia 2015

I znów czerwony...


Ostatnia stylizacja była stonowana kolorystycznie, nadszedł więc czas na odrobinę szaleństwa. Czerwona sukienka o klasycznym kroju jest bardzo wygodna i idealnie sprawdza się w upalne dni, których ostatnio mamy pod dostatkiem. Kolor dosyć odważny, jak na strój do biura, ale za to krój odpowiadający wszystkim zasadom dress code'u. Myślę, że taki zestaw w szczególności nadaje się na spotkanie z najmniej ulubionym klientem (może nam dodać pewności siebie) lub najbardziej ulubionym klientem (tutaj bez komentarza :)). 
Wbrew pozorom sukienka nie jest zbyt opięta i nie czuję się w niej jak obwiązana bandażem (chociaż bandażowe sukienki są nadal modne). Czarny, luźny żakiet można nałożyć w biurze (wiadomo - klimatyzacja), albo jak już stwierdzimy, że przesadzamy z pewnością siebie. 
W ostatnim czasie to już druga stylizacja, w której dominuje czerwony. Oczywiście znów mam problem z określeniem dokładnego odcienia - może trochę podchodzi pod marchewkę? Wychodzi na to, że jest to jeden z moich ulubionych kolorów - może przefarbuję się na rudo (tylko w jakim odcieniu?!?). 

Sukienka - Zara
Żakiet - Zara
Torba - no name
Buty - Venezia 

fot. Paweł Jurczyk













czwartek, 20 sierpnia 2015

Prawie jak w Dynastii


Zdarzają się takie dni, kiedy nie mam ochoty eksperymentować z kolorami i zastanawiać się, czy są odpowiednie do biura, czy nie. W takich momentach najlepiej sprawdzają się klasyczne połączenia - np. czarny i biały. Tym razem zdecydowałam się na czarną bazę (spodnie i zwykły top), na którą nałożyłam białą dwurzędową marynarkę. Cały zestaw jest bardzo wygodny (w gruncie rzeczy marynarka jest jedynym formalnym elementem). 
Fajnym dodatkiem są okulary przeciwsłoneczne - zdejmujemy je w biurze, więc możemy sobie pozwolić na szaleństwo w doborze tego dodatku. Moje mają koci kształt, oprawki w cętki i lusterkowe szkiełka - trudno mi wyobrazić sobie bardziej zwariowane połączenie.
Jeśli chodzi o marynarkę, to przez długi czas dwurzędowe marynarki kojarzyły mi się wyłącznie z obciachem lat 80. i początku 90. Ale jak widać gusta się zmieniają.... Oczywiście nie jest to bezpośrednia kopia tamtego stylu - brakuje m.in. rozbudowanych ramion, które przywołują na myśl serial Dynastia i spektakularne stylizacje Alexis.  Ale kto wie - może za rok pojawi się także ten element (już nigdy nie powiem nigdy).

Czy pamiętacie takie części garderoby, których noszenie wydawało się mega obciachem kilka / kilkanaście lat temu, a teraz nie wyobrażacie sobie bez nich życia? Ja pamiętam okres, kiedy modne były spodnie dzwony - wtedy założenie rurek, lub spodni z prostą nogawką równało się z zagładą w życiu towarzyskim. 

Marynarka i spodnie - Zara
Top - H&M
Buty - Venezia
Torba - no name
Okulary - Polar
Zegarek - Q&Q

















sobota, 15 sierpnia 2015

Raport miesięczny - lipiec; część trzecia

Dzisiaj ostatnia część raportu - specjalnie poświęcona sztukom teatralnym. 


3. Inne
W lipcu odbył się Letni Przegląd Teatru Dramatycznego, co było wspaniałą okazją na nadrobienie kilku zaległych tytułów. Mi się udało zobaczyć 5 sztuk. Ułożyłam je od tych, które najbardziej mi się podobały do tych, które trochę mniej przypadły mi do gustu. 

3.1 Sex Machine

Sztuka Tomasza Mana o toksycznej relacji matki z synem. Główna bohaterka (genialnie zagrana przez Joanne Jeżewską) poświęciła dla syna całe życie i oczekuje od niego tego samego. Świetne pokazanie jak nadopiekuńczy rodzic jest w stanie zniszczyć życie własnemu dziecku. Sztuka została napisana w konwencji klasycznej tragedii - nawet pojawia się chór (składający się 3 pań i jednego pana - wszyscy ubrani w suknie ślubne). Bardo oszczędna jeśli chodzi o scenografię, ale za to bardzo emocjonalnie zagrana. Niestety nie mogę napisać, że polecam, ponieważ podczas wakacyjnego Przeglądu nastąpiło pożegnanie z tytułem. 

3.2 Mortal Insanity. Tragedia ludzi głupich

Miłosny pięciokąt i dziecko pośrodku. Dziecko, które nie ma prawa głosu, ani możliwości walki i staje największą ofiarą zabaw i intryg ludzi dorosłych. Temat został zaczerpnięty ze sztuki Gabrieli Zapolskiej i do dziś jest bardzo aktualny. Muszę powiedzieć, że poziom tej sztuki i jej wykonanie mnie zaskoczyło. Wiedziałam, że aktorzy są młodymi absolwentami z Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej w Białymstoku i chyba nie spodziewałam się tak wysokiego poziomu po kimś z tak niewielkim doświadczeniem. Co więcej wykorzystali w pełni wiedzę nabytą w szkole, ponieważ dziecko było "grane" przez lalkę. 

3.3 Król Edyp

To chyba kiedyś była lektura. I chyba nawet to czytałam. Ale nie pamiętam, żeby coś mnie w niej zachwyciło. A sztukę oglądałam z dużym zaciekawieniem  - niczym najlepszy kryminał (mimo tego, że znałam rozwiązanie). Jest to kolejny dowód na to, że dramaty pisze się po to, żeby jest wystawiać w teatrach, a nie po to, żeby zamęczać nimi biedne dzieci w szkołach. 

3.4 Red

Sztuka o Marku Rothko i jego asystencie. Wielki malarz dostaje zamówienie na serię obrazów, które zawisną w restauracji - takie malowanie do kotleta. Oczywiście wiąże się to z dużym wynagrodzeniem, ale artysta i tak nie jest przekonany do tego, że jest to odpowiednie miejsce do wystawiania jego wielkich dzieł. Temat fajny, natomiast cała sztuka nie zachwyca - czasami jest melodramatycznie i lekko nudno. Średnio polecam.

3.5 Wzrusz moje serce

Historia niedoszłego romansu lekko zarozumiałego Sędziego Lotko i niedoszłej piosenkarki Lali. Sztuka w jest bardzo lekka, ale humor w niej zawarty wcale nie powala. Fabuła też nie jest jakaś wyjątkowa. Było miło, ale to wszystko. 


I jeszcze na koniec (poza protokołem) polecam wywiad z fotografem, który zrobił zdjęcia zakamarków Pałacu Kultury. Sama się zdziwiłam co znajduje się we wnętrzach PKiN. 



piątek, 14 sierpnia 2015

Raport miesięczny - lipiec; część druga

Zapraszam na drugą część raportu. Dzisiaj będzie o:
utworach dowolnej długości, w tym utworach dokumentalnych lub animowanych, złożonych z serii następujących po sobie obrazów z dźwiękiem lub bez dźwięku, utrwalonych na jakimkolwiek nośniku umożliwiającym wielokrotne odtwarzanie, wywołujących wrażenie ruchu i składających się na oryginalną całość, wyrażającą akcję (treść) w indywidualnej formie...*

czyli o filmach. 

1. Filmy
1.1 "Inny Świat" reż. D. Kędzierzawska 

Zacznę dzisiaj od utworu dokumentalnego. "Inny świat" to film niezwykły, bo w całości składający się z opowieści głównej bohaterki - Danuty Szaflarskiej. Aktorka znana m.in. z filmu "Pora umierać" (no i z "Zakazanych piosenek" - czyli ulubionego filmu mojej babci), przedstawia nam historię swojego życia. Nie jest to jednak obiektywny portret, czy sprawozdanie, a raczej chronologicznie ułożone anegdoty i wspomnienia. Bohaterka opowiada tylko historie, które w szczególny sposób utkwiły jej w pamięci i może właśnie dlatego są one tak wciągające. 
Najpierw zagłębiamy się w świat dzieciństwa. Niemal rajski obraz wsi, w której aktorka spędziła pierwsze, najszczęśliwsze lata swojego życia. Później jest już mniej kolorowo, ale niemal każda historia opowiadana jest z dużym dystansem i humorem. Nawet czas wojny często przedstawiany jest w żartobliwy sposób. Okres wojny w polskiej literaturze i filmie z reguły opisywany jest w bardzo dosadny, a często wręcz patetyczny sposób. Tutaj nie ma opowieści opowieści o bitwach, akcjach AK, czy masowych mordach. Są za to są wspomnienia o Niemcach, którzy podwieźli panią Danutę do Warszawy i o suszeniu pieluch podczas bombardowania. Mottem filmu są słowa wypowiedziane przez przyjaciela aktorki "Nie ma lekko". 
Muszę przyznać, że zdziwiło mnie to, jak bardzo ten film mi się spodobał, bo nie przepadam za nostalgicznymi opowieściami (może to ten dystans pani Danuty do świata i swojej osoby mnie przekonał). 
Film trwa 97 minut (czyli dokładnie tyle ile miała lat aktorka w chwili jego powstawania) i dodatkowo jest okraszony wspaniała muzyką Wojtka Pawlika. Bardzo polecam!!! Można go obejrzeć za darmo na stronie Narodowego Instytutu Audiowizualnego - Ninateka. Oto link: http://ninateka.pl/film/inny-swiat-dorota-kedzierzawska


1.2 "Birdman" reż. Alejandro González Iñárritu

Podupadły aktor, który kiedyś wcielał się w rolę superbohatera (tytułowego Birdmana), próbuje zrealizować ambitną sztukę w teatrze na Broadwayu. Z jednej strony chce osiągnąć artystyczny sukces, ale z drugiej ciągle tęskni za popularnością i sławą. Wyrazem jego obsesji popularności jest postać Birdmana - jego alter ego - który ciągle go nawiedza i podsyca do porzucenia ambitnych zapędów. Film jest dosyć dziwny - fikcja przeplata się z rzeczywistością i widz nie wie dokładnie gdzie znajduje się granica. Świetny montaż i długie ujęcia sprawiają, że dodatkowo te granice się zacierają. 
Jedną z najlepiej zapamiętanych przeze mnie scen jest moment, w którym córka głównego bohatera (narkomanka po odwyku) zapytana jaka była najgorsza rzecz, którą zrobił jej ojciec, odpowiada "Ciągle próbował mnie przekonać, że jestem wyjątkowa". W tej krótkiej odpowiedzi zawiera się cały sens filmu - nieustanne dążenie do bycia "wielkim" i złudzenie własnej wyjątkowości głównego bohatera, które przelał na córkę (bo przecież dziecko kogoś wyjątkowego także musi być wyjątkowe). 
Świetna muzyka (także jeśli chodzi o montaż) i rewelacyjne role Michaela Keatona i Edwarda Nortona dodatkowo sprawiają, że wystawiam temu filmowi wysoką ocenę. 



* Ustawa o kinematografii z dnia 30 czerwca 2005 r. 

czwartek, 13 sierpnia 2015

Raport miesięczny - lipiec; część pierwsza

Dawno mnie nie było....ale jest okres wakacyjny, co oznacza, że niektórzy są na urlopach, a inni mają więcej pracy. Jednak dzięki tej dłuższej przerwie udało mi się dokończyć dwie książki. Trochę więc oszukuję, bo skończyłam je już w sierpniu, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. Zapraszam więc na pierwszą część raportu miesięcznego o książkach. 



1. Książki
1.1 "Dziwny przypadek psa nocną porą" M. Haddon


Jedna z najlepszych pozycji, jaką ostatnio przeczytałam. Muszę przyznać, że tytuł mnie nie zachęcił - wyobrażałam sobie, że jest to lekko infantylna opowieść o chłopcu rozwiązującym zagadkę morderstwa psa sąsiadki. Zabawa w detektywa jest jednak tylko pretekstem do poznania świata Christophera - chłopca cierpiącego na autyzm. Cała historia opowiadana jest z jego punktu widzenia - wiemy dokładnie co czuje, i czego się boi. Dlaczego nie może skorzystać z publicznej toalety i jakie są tego konsekwencje? Czemu nosi w kieszeni scyzoryk? Dlaczego nie lubi żółtego i brązowego koloru i czemu zobaczenie 5 czerwonych samochodów oznacza dla niego Dobry Dzień, a 4 żółtych Czarny Dzień? Wszystko nam dogłębnie wyjaśnia i wyjaśnienia te często są bardziej logiczne od tego, w jaki sposób pojmuje świat normalny człowiek. Dlatego też jest to także świetne studium świata zdrowych ludzi (jak to określił autor jednej z recenzji, którą przeczytałam - zdrowych, czyli chorych na ślepotę). 
Christopher ma problem z wyczuwaniem granic, które większość z nas rozpoznaje instynktownie. Wie czym różni się niewinne kłamstwo od normalnego kłamstwa oraz pogawędka od zwykłej rozmowy, ale tylko dlatego, że kiedyś ktoś bardzo dokładnie opisał mu te różnice. 
Jednym z zabawniejszych momentów jest dla mnie fragment, w którym streszcza treść książki o Sherlocku Holmsie i omawia także rozwiązanie zagadki i dojście do niego - nikt mu nie powiedział, że tak się nie robi, a przecież jak się zacznie coś opowiadać to należy skończyć. 
Na zachętę fragment wyjaśniający zagadkę Dobrego i Czarnego Dnia:

Lubię kiedy panuje porządek. Logika jest zaś jednym ze sposobów porządkowania rzeczy. Zwłaszcza w przypadku liczb lub argumentów. Ale rzeczy można porządkować na inne sposoby. Stąd właśnie moje Dobre i Czarne Dni. Jeżeli ktoś wychodzi rano z domu do biura i widzi, że świeci słońce, czuje się szczęśliwy, a kiedy widzi, że pada deszcz, robi mu się smutno. Wszystko zależy od pogody. A przecież pracuje w biurze, więc pogoda nie ma nic wspólnego z tym, czy ma dobry, czy zły dzień. 

1.2 "Masakra" K. Varga

Ostatnia powieść Krzysztofa Vargi jest dogłębną analizą...kaca - przynajmniej przez pierwsze 70 stron. Jak sam autor powiedział mi OSOBIŚCIE (spotkany zupełnie przypadkiem w metrze) - trzeba przebrnąć przez te pierwszych kilkadziesiąt stron i później akcja się rozkręca. Mimo wszystko uznaję ten fragment za wartościowy i szczególnie polecam osobom ze skłonnościami do alkoholizmu. 
Dalej jest już ciekawiej. Po wyjściu z domu główny bohater spotyka na swojej drodze osoby symbolizujące pewne grupy społeczne i typy osobowości (Prezes, Poeta, Wiedźma). I to właśnie dyskusje z tymi osobami (bądź ich monologi) są tutaj główną atrakcją. Przyznaję, że książka lekko przegadana i czasami chaotyczna (co zapewne jest specjalnym zabiegiem literackim), ale zawiera genialne fragmenty. Np. fragment o polskich zupach - tylko Krzysztof Varga potrafi tak pięknie pisać o flakach. No i znęca się nad Sienkiewiczem, którego też nie jestem fanką - za to duży plus. 
Muszę jednak przyznać, że nie jest to książka tak dobra jak np. "Trociny". Ale fani stylu Autora zdecydowanie powinni po nią sięgnąć.