wtorek, 22 grudnia 2015

Ostatni jesienny post


Dzisiaj podobno ostatni dzień jesieni. Jeśli ktoś tęskni za prawdziwą jesienią (taką ze złotymi liśćmi, a nie taką jak mamy teraz) to zapraszam do obejrzenia mojego posta. Zdjęcia zostały zrobione chyba w ostatni pogodny dzień tej pory roku. Była to także jedna z ostatnich okazji na założenie mojego beżowego płaszcza. Jak go zobaczyłam to od razu skojarzył mi się z.....Inspektorem Gadżetem (pamiętacie tę piosenkę?). Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiałam tę bajkę w dzieciństwie - była to jakby mniej mroczna wersja Batmana. Trochę miałam nadzieję, że mój płaszcz będzie miał takie właściwości jak egzemplarz inspektora. Niestety ich nie ma, ale nadaje się idealnie do biurowej stylizacji. Zamiast magicznego kapelusza inspektora włożyłam jeden z moich ulubionych dodatków, czyli kolorową apaszkę (uważam, że także potrafi zdziałać cuda, jeśli chodzi o ożywienie stroju). Sukienka pod płaszczem ma bardzo luźny fason, piękny zielony kolor i także pasuje do biura (idealnie sprawdzi się np. do czarnej marynarki). 

Płaszcz - Zara
Apaszka - Solar
Sukienka - AGGI
Buty - Prima moda
Torba - No name































piątek, 11 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część trzecia

Pora na ostatnią część raportu - trochę się rozpisałam na temat sztuki, którą widziałam w Teatrze Ateneum, ale była tak genialna, a jednocześnie jest tak niedoceniona, że nie mogłam się powstrzymać. 

3.1 Sztuka "Mary Stuart" reż. Agata Duda-Gracz


"Mary Stuart" to dopracowana w najmniejszych szczegółach sztuka, która z jednej strony mną wstrząsnęła, a z drugiej zachwyciła. 
Wszyscy znamy tragiczną historię życia wielkiej królowej Szkocji. Sztuka opowiada o jej ostatnich chwilach, chwilach, które nie są przepełnione majestatem i nie mają nic wspólnego z odchodzeniem z godnością. 
Na początku widzimy małą, skuloną przy ścianie celi, łysiejącą postać w brudnej koszuli. Aż ciężko uwierzyć, że to jest właśnie legendarna władczyni. Ten wygląd tylko podkreśla jej przerażenie i brak pogodzenia z własnym losem, którego nieuchronność przypomina stale obecna, nieruchoma postać czuwającego w kącie kata. Główna bohaterka jest w stanie absolutnego rozkładu - fizycznego i moralnego, a autor sztuki nie szczędzi odrzucających scen i wypowiedzi. Po chwili zaczynamy gardzić zarówno Marią, jak i jej służbą, która ciągle knuje, a śmierć swojej królowej rozważa jedynie przez pryzmat własnego losu. O dziwo, jedyną postacią, która nie bierze udziału w tym spektaklu wokół królowej jest jej kat - spokojny i opanowany nie daje się wciągnąć w gierki głównej bohaterki. 
Wszystko w tej sztuce mi się podobało! I tekst i to w jaki sposób został zinterpretowany, aktorstwo, oprawa muzyczna, scenografia… nawet przerywniki w postaci lekko kiczowatych tańców dworskich, które za każdym razem mają coś symbolizować, przypadły mi do gustu. 
Jak zwykle zachwycała Agata Kulesza w roli Marii Stuart - ucharakteryzowana w taki sposób, że ciężko ją poznać. Inni aktorzy także byli świetni - Paulina Gałązka jako służąca, która nawet swoim sposobem poruszania i postawą wyrażała to, jak nisko upadła. Nawet aktor grający upośledzonego pomocnika kata był genialny. 
Kolejnym mocnym punktem była muzyka - wykonywana na żywo przez byłych członków Kapeli ze wsi Warszawa. 
Zupełnie nie potrafię zrozumieć, czemu ta sztuka miała tak słabe recenzje - chyba nie natknęłam się na ani jedną jednoznacznie pozytywną opinię na jej temat. Jeśli ktoś z Was widział tę sztukę to bardzo chętnie przeczytam, co o niej myślicie. 
Na mnie zrobiła ogromne wrażenie - jest to jedno wielkie studium upadku, o którym nie potrafiłam zapomnieć jeszcze przez wiele godzin po wyjściu z teatru.

3.2 Wystawa fotografii Zofii Rydet "Zapis socjologiczny" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie 

Prezentacja zdjęć, które pani Zofia wykonała w latach 1978 - 1997. Bohaterów swoich zdjęć - mieszkańców polskich wsi - pani Zofia fotografowała we wnętrzach domów twierdząc, że otaczające ich codzienne przedmioty w najbardziej dogłębny sposób definiują osoby w nich mieszkające. I rzeczywiście to się sprawdza - o każdej osobie można wiele powiedzieć właśnie na podstawie otaczających je wnętrz i przedmiotów . Przede wszystkim rzuca się w oczy różnica w zamożności poszczególnych domów, które de facto w większości są chatkami. A mimo to w prosty sposób możemy ocenić, czy rodziny w nich mieszkające znajdują się na szczycie, czy na dole wiejskiej hierarchii. Dodatkowo bardzo ciekawe są szczegóły poszczególnych mieszkań - telewizory traktowane jak ołtarzyki, zdjęcia, plakaty i bibeloty, które w jakiś sposób wyrażają chęć dążenia do otaczania się rzeczami ładnymi. Ciekawa jestem, jaki byłby efekt podobnego projektu zrealizowanego w dzisiejszych czasach np. na warszawskim Ursynowie? Co można powiedzieć o pokoleniu, które gustuje w prostych, skandynawskich wnętrzach wprost z katalogu Ikea? Czy w jakiś sposób one nas określają? Czy wręcz przeciwnie - dążymy do tego, żeby nie podkreślały naszych cech. Myślę, że pokolenie Ikea to bardzo trafna nazwa…
Bardzo interesująca wystawa, polecam, otwarta do 10 stycznia, jeszcze na nią zdążycie! Więcej o wystawie na stronie: http://artmuseum.pl/pl/wystawy/zofia-rydet-zapis-1978-1990 







czwartek, 10 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część druga

Dzisiaj tylko dwa filmy, ale za to idealnie nadające się do obejrzenia podczas Świąt. Oba mają dwie kluczowe zalety - z jednej strony ciekawa fabuła, która z pewnością zainteresuje nawet najbardziej wybrednych członków rodziny, a z drugiej lekko dramatyczny wydźwięk, który pozwoli na oderwanie się od sielskiej świątecznej atmosfery. 

2. Filmy
2.1 "Zaginiona dziewczyna" reż. David Fincher

Bardzo udana ekranizacja powieści Julian Flynn, autorki, która jest uważana za prekursorkę nowego trendu, tzw. domestic noir, czyli domowego czarnego kryminału. Sama książka jest oceniana dosyć wysoko - słyszałam nawet opinie, że jest o niebo lepsza od filmu. Głosy sprzeciwu amatorów wersji literackiej dotyczą przede wszystkim zakończenia, które pisarka (a zarazem autorka scenariusza) przerobiła na potrzeby filmu. Jest to bardzo inteligentny zabieg - skoro osoby, które obejrzały film nie wiedzą jak skończy się powieść, to jest szansa, że jeszcze po nią sięgną. A zakończenie w tej całej historii jest najważniejsze - to do niego dąży cały film, i to na nie czeka (przez ponad dwie godziny) widz.  
Akcja filmu rozgrywa się wokół zaginięcia żony Nicka - pisarza granego przez Bena Afflecka. Małżeństwo Nicka i Amy, które zaczęło się dosyć sielankowo, przeżywa kryzys dotykający obie strony związku. Wypalenie Nicka obserwujemy w czasie realnym, natomiast uczucia Amy ukazywane są jako retrospekcje. Kiedy Amy znika w dziwnych okolicznościach, Nick wcale nie wygląda na zaniepokojonego. Kolejno odkrywane ślady prowadzą do zaskakującego rozwiązania. I nawet kiedy już wiemy, co się stało - historia toczy się dalej. Film ani przez chwilę się nie dłuży - ciągle coś nas zaskakuje i obowiązkowo należy go obejrzeć za jednym podejściem. Wybór aktorów do głównych ról także uważam za bardzo trafiony. 
Najbardziej chciałabym odnieść się w mojej recenzji do zakończenia - ale nie będę Wam zabierała przyjemności z oglądania filmu, bo de facto kluczowe są jego ostatnie dwie minuty. 
Miłego seansu! 

2.1 "Gra tajemnic" reż. Morten Tyldum

Nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań co do tej pozycji. Myślałam, że to kolejny film o łamaniu kodu Enigmy. Każdy przecież wie, że został on złamany przez wielkich polskich matematyków i kropka. Na tym najczęściej kończy się nasza wiedza w tym temacie. 
Film natomiast prawie w ogóle nie odnosi się do osiągnięć Polaków. Pokazuje dalsze losy tego idealnego szyfru i to, że złamanie kodu wcale nie oznaczało zakończenia walki. Słowo walka ma w tym filmie zupełnie inny wydźwięk - nie widzimy prawie w ogóle pola bitwy - nie ma krwi i drastycznych scen, które kojarzą się z wojną. Pokazana jest natomiast walka głównego bohatera (genialnego matematyka Alana Turinga). Człowieka, który całe swoje uczucia i wiarę przelewa na własne dzieło - maszynę, która ma rozszyfrować kod. 
Film ten w gruncie rzeczy skupia się na historii człowieka. Jego maszyna i to, w jaki sposób wpłynęła ona na losy wojny, jest tylko tłem do obserwowania zmagań bohatera z własną osobą, odmiennością i niemożnością osiągnięcia szczęścia. 
Bardzo polecam ten film - może nawet zachęci kogoś do zgłębienia, nie tylko losów i osiągnięć Alana Turinga, ale także zagadnień z dziedziny kryptografii (okazuje się, że jest całkiem dużo filmików na YouTube na ten temat). 




środa, 9 grudnia 2015

Raport miesięczny - listopad; część pierwsza

Na szczęście ten okropny listopad już za nami!!! Bardzo mi ulżyło, że w końcu dobiegł końca. Chociaż z drugiej strony grudzień wcale nie zapowiada się lepiej. Wiadomo, że to ciężki miesiąc - przygotowania do Świąt, robienie pierników, sprzątanie i kupowanie prezentów - czyli wszystko to co blogerki i vlogerki lubią najbardziej. Ja najbardziej lubię buszować po księgarniach i z reguły, jakimś dziwnym, magicznym sposobem, kupuję w prezencie książki, które sama chcę przeczytać. Czasami nawet czytam je zanim przebrnie przez nie obdarowana osoba :). Jeśli przypadkiem szukacie prezentowych inspiracji w literaturze to zapraszam do lektury dzisiejszej części raportu miesięcznego. 


1. Książki
1.1 "Dygot" J. Małecki

Książka Małeckiego jest dosyć dziwnym tworem - trochę saga rodzinna, trochę powieść metafizyczna. Mimo wszytko jest to przede wszystkim opowieść o zwykłym życiu - namiętnościach i ludziach, którzy z cierpliwością przyjmują to, co im stawia na drodze los. Jest to także opowieść o inności, z którą ciężko żyć w świecie przepełnionym zabobonami i gusłami. Inności, która nie jest akceptowana przez otoczenie. 
Jednym z głównych bohaterów jest albinos Wiktor. Obserwujemy jego normalne życie i nawet z czasem zapominamy o jego odmienności. Przypominają nam o tym jedynie opisy zachowań wiejskiej społeczności, w której żyje i funkcjonuje. Wszystko owiane jest swego rodzaju tajemnicą i magią, która jednak nigdy nie przekracza pewnej granicy. Chwilami nawet chciałam, żeby ta mistyczna atmosfera się rozwinęła i wzięła górę - wtedy może łatwiej byłoby mi przypisać znaczenie poszczególnym wydarzeniom i dojrzeć coś więcej w dobijającej prostocie życia bohaterów. Rzeczywistość wykreowana przez autora jednak tylko podkreśla to, że "życie to jeden, kurwa, wielki dygot"

Powieść jest dziwna, ale bardzo intrygująca - czyta się ją jednym tchem. Do tego stopnia, że czasami miałam wrażenie, że zbyt łatwo przerzucam kolejne strony - bez zastanowienia i namysłu, bez rozważania konkretnych scen i wypowiedzi. Gdzieś w głębi czekałam na to wielkie "COŚ". 
Czy ono nadchodzi i czy to dobrze, czy źle, to już powinniście ocenić sami. Zapewniam jednak, że czasu poświęconego na lekturę nie uznacie za stracony. 

1.2 "W imię dziecka" I. McEwan

Bohaterką tej krótkiej powieści jest Fiona - pani sędzina specjalizująca się w prawie rodzinnym. Rozstrzyga w sprawach, które mogą wydawać się nierozstrzygalne. Bo jak zdecydować o losie dziecka, wbrew woli kochających rodziców, przy jednoczesnym poszanowaniu poglądów wszystkich stron? 
Główna bohaterka radzi sobie z tym nad wyraz sprawnie - opiera się na przyjętych zasadach i schematach, które pozwalają jej w miarę obiektywnie (w miarę, bo nie ma w tych przypadkach prostych odpowiedzi) ocenić sytuację i podjąć decyzję zgodną z prawem. Jak podkreśla sama bohaterka, "zajmuje się sądem prawa, a nie moralności"
Nie jest to jednak osoba, która bez emocji podchodzi do życia - widać to zwłaszcza w relacji z mężem, relacji do której nie potrafi się zdystansować. I także brak tego niezbędnego dystansu w stosunku do chłopca - świadka Jehowy, który nie chce się poddać leczeniu - niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje. Nie oznacza to, że podjęta decyzja jest zła lub dobra. Pokazuje natomiast, że nawet dobre decyzje mogą mieć niespodziewane skutki. 
Książka opisuje zdarzenia pełne emocji, a jednak jest w niej pewna subtelność, która pozwala czytelnikowi z zupełnie innej perspektywy obserwować jak przemyślane decyzje rodzą nieprzemyślane skutki i jak sytuacje, które nie powinny mieć wpływu na nasze życie potrafią naruszyć konstrukcje budowane przez lata. 
Zdecydowanie polecam!