poniedziałek, 21 listopada 2016

Niepoprawna przerwa


Jesień to pora roku idealna na zatrzymanie się, przemyślenia oraz picie kawy w kawiarni. Niestety trochę przesadziłam tej jesieni z zatrzymywaniem się i znów przez dłuższy czas nie było posta. Powoli wracam do blogowego życia - na dobry początek mini post z jesienną stylizacją.

Jesień jest też momentem, w którym wielki powrót w mojej szafie mają swetry. Jednym z moich ulubionych jest sweter w paski, który kupiłam kilka lat temu, ale wciąż świetnie się sprawdza. Uwielbiam go za to, że jest odpowiedni zarówno do biura, jak i bardziej codziennych* stylizacji. Do niego dobrałam spodnie z wysokim stanem, czarne botki i apaszkę w kropki, która w jakiś dziwny sposób pasuje mi do czerwonych pasków. Oczywiście płaszcz (wiadomo, że niezbędny jesienią) i niezbyt duża torebka, w której jednak zmieści się kindle. 

* w sumie nie wiem, czemu używa się tego określenia w odniesieniu do casualowych stylizacji  - przecież dla korpoludzi codzienną stylizację stanowią formalne stroje. Może to kwestia tłumaczenia słowa "casual", a może ja źle używam tego określenia. Jeśli tak, to możecie mnie poprawić. 

Sweter - Uniqlo 
Spodnie - AGGI
Buty - Prima Moda 
Płaszcz - Jake's
Torebka - Simple
Apaszka - no name


fot. Piotr Wideryński 





















sobota, 3 września 2016

W bieli



Choć z reguły preferuję wyraźne kolory i wzory, to lato jest okresem, w którym bardzo chętnie noszę biel. Ten kolor sprawdza się zarówno na wakacjach we Włoszech, jak i do biura. Jedyną wadą jest to, że trzeba szczególnie uważać podczas jedzenia włoskich makaronów (zarówno na wakacjach, jak i w ulubionej lunchowni*), oraz podczas siadania na parkowych ławkach. Za to świetnie wygląda w słońcu i chroni od upałów. Połączenie wygodnych białych spodni i białej marynarki wcale nie wydaje mi się przesadą i kiczem - jest to taka letnia wersja garnituru. W połączeniu z wyraźnymi dodatkami wygląda jeszcze lepiej - ja wybrałam chabrowe buty i małą torebkę w tym samym kolorze. 

Spodnie, marynarka - Zara
Buty - Ryłko
Torebka - Batycki
Okulary - Solaris
Zegarek - Lorus



* lunchownia - miejsce, w którym pracownicy korporacji jadają lunche; słowem tym w slangu korporacyjnym zastąpiono słowo "stołówka", wiadomo bowiem, że każdy szanujący się pracownik korporacji nie jada obiadów tylko lunche i nie robi tego w stołówce, tylko w lunchowni. 

fot. Blanka Mazana























































piątek, 19 sierpnia 2016

Raport miesięczny - lipiec; część druga

Potrzebowałam dnia przerwy, aby napisać drugą część raportu. Po dwóch bardzo dobrych książkach pora na trzy wyjątkowe i warte obejrzenia filmy.

2. Filmy
2.1 "W lepszym świecie" reż. Susanne Bier

Wobec skandynawskich filmów zawsze mam duże oczekiwania - problemy, które poruszają oraz dogłębność psychologicznych analiz z reguły jest w nich powalająca. I tym razem się nie zawiodłam. 
Akcja filmu rozgrywa się w dwóch miejscach, dwóch zupełnie różnych "światach" - afrykańskiej wiosce, w której jako lekarz w obozie dla uchodźców pracuje ojciec jednego z głównych bohaterów, oraz duńskim spokojnym miasteczku, w którym mieszka jego rodzina. Jego syn - Elias jest gnębiony w szkole przez starsze dzieci. Zaprzyjaźnia się z nowym uczniem, Christianem, który wstawia się za słabszym kolegą. Z początku spotkało się to z moją aprobatą - Christian wykazał się dużą odwagą stając w obronie słabszego kolegi. Z czasem jednak zachowanie Christiana staje się coraz bardziej bezwzględne. 
Europejskie życie w dobrobycie jest zestawione z drastyczną wojenną codziennością w Afryce. 
Sama nie wiem, które sceny były dla mnie bardziej szokujące - bezpośrednia brutalność wojny, czy bezwzględność europejskiego chłopca z dobrej rodziny? Okazuje się, że bez względu na szerokość geograficzną, ustrój państwa, poziom dobrobytu, zasada "silniejszy wygrywa" jest nadal bardzo aktualna. 
Już od dawna nie byłam tak poruszona jakimś filmem. Zdecydowanie polecam! 

2.2 "Mustang" reż. Deniz Gamze Ergüven

Pięć sióstr z tradycyjnej tureckiej rodziny jest wychowywanych przez wujka i babcię. Prowadzą beztroskie życie nastolatek - chodzą do szkoły, na randki, spotykają się ze znajomymi. Wszystko to kończy się, gdy sąsiadki zwracają rodzinie uwagę na (ich zdaniem) nieprzyzwoite zachowanie dziewczynek. 
Siostry zostają zamknięte w domu, muszą chodzić w długich bezbarwnych szatach i spędzać dni na nauce gotowania. Wszystko po to, aby jak najlepiej przygotować je do jedynej właściwej dla nich roli - żony i matki. Bohaterki filmu oczywiście próbują się buntować, jednak niewiele mogą zdziałać. Nawet ich ukochana babcia, która chce dla nich najlepiej, nie jest w stanie przeciwstawić się tradycji i wydaje je po kolei za mężczyzn, których nawet nie znają. 
Szokujące było dla mnie to, że to inne kobiety z sąsiedztwa były najbardziej bezwzględne wobec dziewczynek - to one zwracały uwagę na ich nieodpowiednie zachowanie, mimo tego, że dobrze wiedziały, jak ciężko żyje się kobietom w ich kulturze. Brak prawa głosu, brak prawa do jadania posiłków z mężczyznami, weryfikacja "czystości" po nocy poślubnej - to nadal powszechne praktyki. 
Zdecydowanie warty obejrzenia. 

2.3 "Ex machina" reż. Alex Garland

To już drugi film o sztucznej inteligencji, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kilka miesięcy temu recenzowałam film "Ona", który bardzo mi się podobał. Oba filmy mają specyficzny klimat - są bardzo oszczędne i powolne (co dla mnie nie jest wadą). Po wszystkich Matrixach i Terminatorach jest to miła odmiana, która sprawia, że zaczynamy głębiej zastanawiać się nad tą tematyką, bo wydaje się bardziej realna. 
W odróżnieniu od filmu "Ona" tym razem nie przenosimy się w czasie - akcja "Ex machina" rozgrywa się w teraźniejszości. Młody programista (Caleb) wygrywa konkurs i zostaje zaproszony do posiadłości ekscentrycznego właściciela swojej firmy - Nathana. Na miejscu okazuje się, że ma przeprowadzić test Turinga* na stworzonej w tajemnicy przed światem sztucznej inteligencji. Z upływem czasu chłopak coraz bardziej jest zafascynowany przedmiotem testu - Avą i jednocześnie coraz bardziej brzydzi się Nathanem, którego metody wydają mu się brutalne. Caleb coraz bardziej angażuje się w relację z Avą - widzi w niej niewinną ofiarę eksperymentów Nathana, zupełnie zapominając o tym, że jej „idealność” nie polega na tym, że jest w stanie wytworzyć relację z człowiekiem, ale na tym, że może być całkiem po ludzku "nieidealna". 
Żeby zobaczyć, co to oznacza musicie obejrzeć film. Ja byłam nim zafascynowana - aktorstwem, scenografią oraz wymową filmu. Bardzo polecam! 


*Test Turinga - test mający na celu określenie, czy sztuczna inteligencja myśli w sposób podobny do człowieka. Test odbywa się na zasadzie rozmowy - jeśli rozmówca nie jest w stanie określić, czy rozmawia z człowiekiem, czy z maszyną wynik testu jest uznany za pozytywny. 









środa, 17 sierpnia 2016

Raport miesięczny - lipiec; część pierwsza

Dzisiaj w raporcie dwa reportaże (w tym jeden wybitny), które udało mi się pochłonąć w ostatnim miesiącu. Obie książki były polecane przez Filipa Springera na jego Facebooku - jak się okazało, warto było skorzystać z tej rekomendacji. 

1. Książki
1.1 K. Boni "Ganbare! Warsztaty umierania" 

Czy da się napisać dogłębny reportaż o kraju o tak odmiennej kulturze i to bez znajomości języka, którym posługują się jego mieszkańcy? Pani Katarzyna dowiodła, że się da! I zrobiła to w wielkim stylu. 
Książka podzielona jest na dwie części opisujące tragedie, które dotknęły Japonię w 2011 roku - tsunami oraz wybuch elektrowni jądrowej w Fukushimie. W obu częściach opowieść toczy się wokół losów osób próbujących poradzić sobie z tragedią, która zabrała ich rodziny, domy, majątek, a w związku z tym często także sens życia. Chociaż autorka z dużą dokładnością opisuje techniczne aspekty obu wydarzeń (w końcu udało mi się zrozumieć jak działa elektrownia atomowa) to akcent kładzie na opowieści o ludziach, ich uczuciach, poczuciu pustki i sposobie radzenia sobie z nią. Dzięki temu poznajemy także kulturę przeżywania tragedii i opłakiwania zmarłych, w kraju, którego mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do nadmiernego okazywania uczuć. 
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie - różnorodność jej formy, lekkie pióro autorki i chęć zgłębienia najbardziej istotnych aspektów sprawiają, że świetnie się ją czyta, mimo tego, że w głównej mierze jest to opowieść o śmierci. 

1.2 W. Nowak "NIEmiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda" 

Lekko dziwaczna historia pewnego człowieka, który przez całe życie szukał swojego miejsca w historii. Główny bohater, Zygfryd, jest pół Polakiem, pół Niemcem, którego życiowym celem staje się życie w wolności. Niestety lata jego młodości i dorosłego życia przypadają na okres w historii Polski, w którym wolność ta była mocno ograniczona. W związku z tym Zygfryd próbuje uciekać - najpierw (jako mały chłopiec) do swojej niemieckiej babci, a później do "lepszego" świata za berlińskim murem. W dorosłym życiu jego walka o wolność przekształca się w działalność opozycyjną, z której jednak z czasem rezygnuje (także w imię własnej wolności). 
Barwne życie i przygody głównego bohatera stają się pretekstem do rozmyślań nad dziwacznymi czasami PRL. 

W ogóle to nie mówi się "kradnie", tylko "załatwia" albo "organizuje". Teodor organizuje dla siebie, dla rodziny, organizuje dla innego kierowcy, kolegi z bazy. Jak zorganizuje coś dla dyspozytora i kierownika bazy, wtedy ja lecę z siateczką, a dyspozytor załatwia nam dobry kurs, tam gdzie po drodze Teodor ma dziewczyny.


piątek, 29 lipca 2016

Krata na Grochowie


Jedną z zalet mojego bloga, którą dostrzegłam dopiero po jego założeniu, jest szansa na poznawanie nowych miejsc w Warszawie i okolicy. W związku z tym, że mieszkam tutaj dopiero od kilku lat, a na co dzień poruszam się transportem podziemnym, rzadko mam okazję podziwiać mniej lub bardziej estetyczne warszawskie rejony. 
Jednym z miejsc, które poznałam dzięki blogowi, jest Przyczółek Grochowski. Przez niektórych uważany za wizjonerskie osiedle zaprojektowane przez wybitnych architektów Zofię i Oskara Hansenów, przez innych za nieudany eksperyment i relikt poprzedniej epoki. Niezależnie od opinii jest to miejsce bardzo nietypowe - sam budynek ma 1,5 km długości i mieszka w nim ok. 7 tys. osób. Do mieszkań wchodzi się z galerii, które ciągną się przez całą długość budynku. 
Czytałam kiedyś o nim w książkach Filipa Springera*, ale jakoś nigdy nie miałam okazji go odwiedzić (wizja zwiedzania bloku z wielkiej płyty nie wydawała mi się zachęcająca). Dzięki blogowi w końcu miałam okazję. 
Co prawda jest to dosyć osobliwe miejsce na sesję biurową, ale idealne do zaprezentowania marynarki w kratę, która także kojarzy mi się z tamtymi czasami. Kiedyś tweedowe marynarki były domeną podstarzałych profesorów, których czasy młodości przypadały na lata 70. Kilka sezonów temu (na fali fascynacji stylem vintage) znów powróciły do łask. Moja ma nawet łaty na łokciach, które dzisiaj są wyłącznie ozdobą, ale pierwotnie miały za zadanie przedłużyć żywotność tej części garderoby. Marynarka tego typu nadaje się na mniej formalne spotkania i świetnie sprawdza się w zimnym klimatyzowanym biurze. Dobrałam do niej bardzo klasyczne elementy - czarne spodnie i białą wygodną bluzkę. 

Marynarka - Zara
Bluzka - Mon Amie
Spodnie - AGGI
Buty - Venezia
Torba - no name 
Zegarek - Lorus
Bransoletka - Apart 
Okulary - Zara

* Filip Springer znany jest z fascynacji architekturą modernistyczną. O Przyczółku Grochowskim pisał w książce "Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u" oraz "Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach". 


fot. Blanka Mazana