wtorek, 16 lutego 2016

Raport miesięczy - styczeń; część druga

W tym zimowym, ale w większości bezśnieżnym miesiącu obejrzałam dwa filmy, w których ważną rolę odgrywa... śnieg. W szczególności polecam osobom, które już zapomniały jak on wygląda, albo którym kojarzy się wyłącznie z brudną mazią
Oprócz zimowych filmów obejrzałam jeszcze jeden film animowany, który, moim zdaniem każdy (niezależnie od wieku) powinien zobaczyć. Zapraszam na filmowy raport miesięczny. 

2. Filmy
2.1 "Nienawistna ósemka" reż. Q. Tarantino 

Tarantino jak zwykle nie zawodzi swoich fanów - jest krwawo i klimatycznie. Chyba nie będzie to spoiler jeśli napiszę, że wiele osób ginie w tym filmie i to w bardzo nieelegancki sposób. Mam wrażenie, że u tego reżysera jest to tylko kwestia kiedy i w jakiej kolejności. 
Początek filmu robi wrażenie - widzimy amerykański dziki zachód, ale nie w upalnej i spoconej wersji, tylko w pokrytej śniegiem i zmarzniętej na kość. Przez ten krajobraz mknie dyliżans (piękne słowo zupełnie już dzisiaj nieużywane), w którym siedzi mężczyzna i wątpliwej urody kobieta. Na swojej drodze spotykają rosłego, czarnoskórego człowieka, który siedzi na... kilku zamarzniętych trupach. 
Taki jest początek filmu. Później sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej - dochodzą nowe postacie, a akcja przenosi się do pasmanterii* Minnie, w której bohaterowie mają zamiar przeczekać burzę śnieżną. Śnieg odgrywa w tym filmie bardzo ważną rolę - tworzy klimat i jest powodem "uwięzienia" wszystkich bohaterów w jednym, niewielkim pomieszczeniu, w którym ostatecznie rozgrywa się rzeź. Dlaczego i jak do niej dochodzi, tego już musicie dowiedzieć się sami. Oczywiście, jeśli nie obawiacie się zostać ochlapani krwią lub… mózgiem. 
Dodatkowy plus za świetną muzykę Ennio Morricone oraz wykorzystanie utworu mojego ukochanego zespołu The White Stripes. 

* Słowo pasmanteria o dziwo nie jest błędem tłumacza (zwracam honor na łamach mojego bloga). W oryginalne słowo "haberdashery" jest tłumaczone jako sklep z galanterią męską. Istnieje wiele interpretacji użycia tego słowa w filmie - niektórzy nawet twierdzą, że reżyserowi spodobało się brzmienie tego słowa i to był jedyny argument. Więcej na ten temat można przeczytać pod linkiem: http://bitly.pl/vR2Db  

2.2 "Turysta" reż. R. Östlund

Kolejny film także rozgrywa się w zimowej scenerii, ale jest dużo bardziej rzeczywisty i chyba dlatego też bardziej dołujący od poprzedniego.  Niech nie zniechęci Was tytuł - oryginalny brzmi "Force Majeure" i raczej powinien być przetłumaczony jako "Siła wyższa". "Turysta" zupełnie nie oddaje istoty filmu, w którym wyjazd na wakacje jest tylko pretekstem, żeby opowiedzieć o czymś znacznie głębszym. 
Szwedzkie małżeństwo z dwójką dzieci wyjeżdża na narty we francuskie Alpy. Sielankowe wakacje przerywa jednak pewne wydarzenie, które rzutuje na późniejsze zachowania bohaterów. Podczas wspólnego posiłku z gór zaczyna schodzić lawina kierując się wprost na restaurację, w której znajduje się rodzina. W pierwszym odruchu ojciec chwyta swój telefon i ucieka zostawiając żonę i dzieci przy stoliku. Lawina ostatecznie przechodzi bokiem, ale całe wydarzenie burzy pozorny spokój w małżeństwie. Mąż z uporem twierdzi, że nic się nie stało, a żona ma do niego ogromny żal, który co chwila eksploduje. Kolejne wydarzenia są swoistym spektaklem (czasem nawet trochę przerysowanym) małżonków - w szczególności męża, który chce ratować swoją pozycję w związku. 
Film jest świetnie zrobiony - powolne sceny powodują, że wyczuwamy gęstą atmosferę, natomiast Zima Vivaldiego grana na akordeonie podkreśla tragizm całej sytuacji. 
Przede wszystkim jednak prowokuje do zadania sobie pytania: co składa się na to kim jesteśmy? Czy odruchy i instynkty, z którymi się rodzimy i na które nie mamy w większości wpływu są częścią naszego charakteru? A może ważniejsze są świadome decyzje i to one warunkują naszą osobowość? Oczywiście pytanie: "a co Ty byś zrobił / zrobiła w takiej sytuacji?" zupełnie nie ma sensu. Możemy planować i wyobrażać sobie pewne scenariusze, ale to, jak postąpimy w konkretnej sytuacji okazuje się dopiero wtedy, kiedy ona nadchodzi. 
Bardzo polecam!

2.3 "W głowie się nie mieści" reż P. Docter

Na koniec raportu, po tych wszystkich morderstwach, dołujących życiowych sytuacjach, nadszedł czas na coś bardziej optymistycznego. 
"W głowie się nie mieści" to świetny film animowany, którego główna akcja rozgrywa się w głowie Riley - nastolatki, którą kieruje 5 głównych uczuć: Radość, Smutek, Strach, Obrzydzenie i Złość. Każda z emocji spełnia jakąś funkcję w organizmie i "steruje" Riley w odpowiednich sytuacjach. Absolutnie moją ulubioną filmową emocją jest Smutek, który zawsze widzi złe strony sytuacji, bardzo często przeprasza i wybucha płaczem. Inne emocje też są świetnie skonstruowane - co biedne dziecko by zrobiło bez obrzydzenia w sytuacji, kiedy rodzice próbują mu wepchnąć do zjedzenia brokuły. No cóż - w takich chwilach Obrzydzenie ratuje nam życie. 
W to wszystko jest wpleciona ciekawa historia, która nie pozwoli nudzić się młodszej części widowni. Swoją drogą jestem ciekawa jak na ten film zareagują dzieci, bo ja bawiłam się świetnie! 
Film oficjalnie trafia na moją listę tzw. "pocieszaczy" (zaraz obok Dzieci z Bullerbyn), które przydają się w momencie, kiedy smutek za bardzo panoszy się w mojej kwaterze głównej. 
Bardzo polecam, a na zachętę zapraszam do obejrzenia trailera:





poniedziałek, 15 lutego 2016

Raport miesięczny - styczeń; część pierwsza

W tym miesiącu motywem przewodnim pierwszej części raportu są książki biograficzne. Nie sięgam po nie często, ale te dwie są rzeczywiście godne polecenia i to nie tylko dla zawziętych fanów Rojka i Szymborskiej (bo oni, jak wiadomo, są w stanie wchłonąć wszystko na temat swoich idoli). 
Zapraszam do przeczytania! 


1. Książki
1.1 "Artur Rojek. Inaczej" A. Klich 

Wywiad rzeka z Arturem Rojkiem - założycielem zespołu Myslovitz, który nierozerwalnie kojarzy mi się z moim późnym dzieciństwem i pierwszymi szkolnymi dyskotekami. Wywiad może nie jest długi, ale dzięki temu każdy może go przeczytać, bez uczucia przesytu i znudzenia. Rojek opowiada o swoim dzieciństwie, założeniu zespołu oraz życiu "po Myslovitz". Dowiadujemy się wielu zaskakujących rzeczy - np. tego, że Rojek twierdzi, że dobrze śpiewa! Tutaj rzeczywiście byłam zdumiona - dla mnie to wokalista, którego nie słucha się dla jego głosu, ale akceptuje się go, bo nie przeszkadza w odbiorze tekstu :). Książka jest może trochę za bardzo wyważona i ostrożna, ale przenosi nas w miejsca i czas, w którym wychował się wokalista. Dużą wartością dodaną jest także rozdział pt. "Wielka siedemnastka", w którym wymienione są najważniejsze muzyczne fascynacje Rojka - znajdują się tam tacy artyści jak Jeff Buckley, Bon Iver, a nawet John Coltrane i Arvo Part!  

1.2 "Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej"  J. Szczęsna, A. Bikont 

Przyznaję, że rzadko czytam poezję - interpretację wierszy zawsze uważałam za level hard literatury, którego nie jestem w stanie osiągnąć. Dlatego też wybór biografii poetki może wydawać się zaskakujący. Sięgnęłam jednak po tę pozycję przede wszystkim, żeby poznać kontekst, w którym powstawały wiersze noblistki i może dzięki temu doznać oświecenia podczas ich czytania.
W książce najpierw zgłębiamy historię rodziny Szymborskiej - dzieje jej dziadka oraz rodziców. Później przechodzimy do życia poetki, które w gruncie rzeczy nie było nazbyt ciekawe. Prócz krótkiego epizodu w partii komunistycznej, jednego rozwodu i otrzymania nagrody Nobla ciężko doszukać się czegoś niezwykłego. Brakuje tutaj skandali, wielkich uniesień i przygód, na których z reguły bazują autorzy biografii. Sama Szymborska nie ułatwiała zadania - nie lubiła o sobie mówić, udzielać wywiadów, ani pokazywać się publicznie. Do tego stopnia nie znosiła zamieszania wokół własnej osoby, że przyznanie jej nagrody Nobla określone zostało mianem "tragedii sztokholmskiej" i oficjalne wskazane przez Panią Wisławę jako jedno z najgorszych doświadczeń w jej życiu (a przeżyła przecież wojnę).
Może właśnie te ograniczenia skłoniły autorki do głębszego przeanalizowania twórczości Szymborskiej - jej wiersze oraz fragmenty recenzji są wielokrotnie cytowane w książce. Ułatwia to zrozumienie jej poezji (wiersze są przytaczane w odniesieniu do konkretnych sytuacji) oraz poznanie poetki - jej charakteru oraz wyostrzonego widzenia świata. Szczególne miejsce w biografii zajmuje także poczucie humoru Pani Wisławy - bardzo często uśmiechałam się czytając rymowanki, limeryki oraz oglądając jej słynne kolaże. Dziwić może także umiłowanie poetki do kiczu oraz słabych seriali (podobno twierdziła, że jej życie skończyło się wraz z serialem Niewolnica Izaura). Dzięki temu  jednak poznajemy Szymborską jako normalnego człowieka - a jak sama pisała człowiek duszę miewa a nie ma. 

Duszę się miewa. 
Nikt nie ma jej bez przerwy
i na zawsze.
(...)
Czasem tylko w zachwytach 
i lękach dzieciństwa
zagnieżdża się na dłużej.

Czasem tylko w zdziwieniu,
że jesteśmy starzy.
(...)
Na tysiąc naszych rozmów
uczestniczy w jednej 
a i to niekoniecznie,
bo woli milczenie.
(...)
Radość i smutek
to nie są dla niej dwa różne uczucia. 
Tylko w ich połączeniu
jest przy nas obecna.

("Trochę o duszy", Chwila, 2002)